Nasz Rosjanin

Historia ta miała swój początek wczesną wiosną 1945 roku i trwa do dzisiaj. W małej miejscowości Osówko w gminie Karsin, w województwie pomorskim jest grób żołnierza rosyjskiego. Grobów czerwonoarmistów w naszym kraju jest dużo, ten grób jednak jest szczególny, szczególna jest również historia żołnierza, jego śmierci, a także naszych rodaków, których postępowanie budzi mój wielki szacunek i powinno być wzorem dla wszystkich mianujących się słowem człowiek.

Na przełomie lutego i marca 1945 roku w rejonie miejscowości Białe Błoto, Osówko, toczyły się trwające prawie tydzień walki pomiędzy Niemcami, a Armią Czerwoną. Walki były zacięte, miejscowości wielokrotnie przechodziły z rąk do rąk. Rosjanie atakowali z przyczółka Białe Błoto, Niemcy bronili się od strony Osówka. Codziennie trwał liczący kilka godzin bój. Na czas walk mieszkańcy wsi chronili się w piwnicach nielicznie ocalałych domów, gdyż wieś Osowo za sprawą zwartej zabudowy spłonęła cała. Domy w sąsiednim Osówku były rozproszone i jakimś cudem za każdym razem unikały zniszczenia. W jednym z nich, a właściwie w piwnicy, na czas kolejnej kanonady schroniły się rodziny Kroplewskich i Czapiewskich. Co prawda piwnica nie gwarantowała całkowitego bezpieczeństwa, ale innego schronienia w okolicy po prostu nie było. Kiedy strzały kolejnej nierozstrzygniętej jeszcze walki ustały, rodziny wyszły z piwnicy i ku swemu zdziwieniu, a także przerażeniu zobaczyły leżącego na łóżku rannego żołnierza rosyjskiego. Żołnierz ranny był w brzuch, mocno krwawił i prosił o wodę. Sytuacja stała się bardzo złożona, w każdej chwili spodziewano się wejścia Niemców, bowiem wieś jak już wspomniałem, raz była przyczółkiem Rosjan, raz Niemców. Jakimi sankcjami mogłoby się to skończyć nie trudno się domyśleć. Nie zważając na niebezpieczeństwo, rodziny Kroplewskich i Czapiewskich opatrzyły jak mogły rannego. Ten w pewnym momencie poczuł się na tyle lepiej, że nawet opowiadał i pokazał zdjęcia swoich najbliższych. Miał żonę i dwoje małych dzieci. Stan rannego jednak pogarszał się z godziny na godzinę, cały czas prosił o wodę, którą to dorośli i dzieci mu na zmianę podawali. Zawsze ktoś był przy jego łóżku, nawet wtedy, kiedy walki znów się rozpoczęły i inni domownicy zeszli na powrót do piwnicy. Rana brzucha okazała się śmiertelna i pomimo opieki żołnierz w ciągu doby zmarł. Żołnierza zawinięto w prześcieradło, na którym leżał, ułożono na drabinie i pod osłoną nocy w tajemnicy przed innymi zaniesiono do pobliskiego zagajnika, gdzie pochowano go w wykopanej mogile. Aby dokładnie zatrzeć obecność rannego w domu, pochowano go w pełnym bojowym umundurowaniu wraz z bronią. W schowku pozostawiono tylko jego dokumenty i rodzinne fotografie. Tydzień później weszła Armia Czerwona. Pierwszemu napotkanemu oficerowi rodziny oddały dokumenty poległego i wskazały miejsce jego pochówku. Trwała wojna, oficer wraz z dokumentami podążył dalej za frontem i wszelki ślad po nim zaginął. Od tego czasu nikt nigdy nie upomniał się, nie zapytał o leżącego w mogile. Rodziny Kroplewskich i Czapiewskich, a także ich pokolenia oraz okoliczni mieszkańcy, od tamtego czasu opiekują się tym grobem - mówią o nim - "nasz Rosjanin".

Na mogile postawiono krzyż, chociaż nikt nie wiedział jakiego wyznania był poległy. Mijały lata, czas upływał, krzyże butwiały, wymieniano je na nowe, najkrócej wytrzymywał brzozowy - żołnierski.

Za frontem przybyły na opisane tereny oddziały NKWD. Przypomnę, że mieszkańców Kaszub, traktowano często na równi z Niemcami. Wielu mieszkańców Białych Błot, Osowa i Osówka wywieziono do łagrów Syberii, wielu z nich nigdy nie powróciło. Fakt ten nigdy, nawet przez chwilę, nie zmienił stosunku mieszkańców do miejsca pochówku żołnierza, a także innych pochowanych w zbiorowej mogile w pobliskich Białych Błotach. Na ich grobach od tamtego czasu zawsze leżą kwiaty, często palą się znicze.

Jest styczeń 2011 roku. Żyją jeszcze świadkowie tych wydarzeń, żyją ludzie, którzy grzebali poległych Rosjan. Żyją osoby, które jako dzieci codziennie nosiły na grób żołnierza świeże kwiaty. Żyją dorosłe dziś Panie, które jako małe dziewczynki przyozdabiały krzyż plecionymi przez siebie wiankami. Wszyscy w okolicy wiedzą, że mają w pobliżu grób kogoś bliskiego, nie mówią o nim inaczej jak "nasz Rosjanin". Zagajnik, w którym został pochowany żołnierz jest dzisiaj już szumiącym borem. W odludne to niegdyś miejsce, gdzie znajduje się grób, powoli wkracza gminna zabudowa. W pewnym sensie ważą się losy grobu. Jednakże przychylność właściciela gruntu, a także władz gminy Karsin oraz mieszkańców Osówka daje nadzieję, że grób pozostanie na miejscu.

Fundacja Romualda Koperskiego zamierza w tym miejscu wznieść monument upamiętniający śmierć nieznanego rosyjskiego żołnierza. Wierzymy, że będzie to także swoisty pomnik człowieczeństwa, a także dowód przyjaźni pomiędzy narodem polskim i rosyjskim.